RSS
środa, 06 stycznia 2010

Cholera jasna! Najbliższy miesiąc zapowiada się rewelacyjnie! Jak przeżyje to chyba pójdę się upić! No co... nie robiłam tego prawie 2 lata :D Tzn, zeby nie było.. piłam (ponad rok temu?) ale pyci pyci, aby tylko koniec język zanurzyć ;) Wysypiać to ja się raczej nie będę... Jako że zaczęłam panikować, oczywiście w drodze wyjątku bo nigdy mi się to nie zdaża, Tomasz mój wziął urlop na tydzień i postanowił że będzie mnie wspierać.. ;| no, że niby psychicznie, bo przecież przez telefon to nie bardzo, że niby będzie mi obiady robic i budzić kiedy trzeba. Bo ja ze wstawaniem mam mały problem ostatnio (tylko ostatnio! ;D). Ok, chce to niech budzi, na własne ryzyko. Tylko niech mi później nie marudzi że wszędzie ma siniaki i boli go tu i tam.

A mnie łapie perfidnie jakieś zapalenie oskrzeli jak na moje oko, udaje że nic mi nie jest, ale do jasnej ciasnej- czy ja muszę tak rzęzić?! I czy ktoś (kto?!) mogłby zejść z mojej klatki piersiowej?? Tata usilnie chce mnie wyleczyć przeohydną miksturą z posiekanego czosnku i miodu! I ja to musiałam jeść, całą łyżkę na wieczór! Wystarczyło odczekać kilka sekund a już leżałam na podłodze. I wcale nie żartuję, żołądek tak bolał że nie dało się ustać. Jeszcze żeby to skutkowało... Ale nie! Tak więc jutro znowu na stancję wrócę i jednak będę musiała wziąźć antybiotyki. Tetracyklina? Nie.. Viregyt K? Nie.. Klabax? Zymur 500? Rifampicyna? Tinidazol? Rolicin? Biseptol? (a to wogóle jest antybiotykiem?). Tyle pamiętam z mojej kolekcji.. Tyle że żaden z wymienionych jakoś nie kojarzy mi się z przeziębieniem.. a to na 'dolegliwości' skórne a to gruźlica (chyba). Ha! Mam! Duomox! :D Zdaje mnie się, że 2x2 powinno byc git. Ale to jeszcze jutro sprawdzę, dziś mam dość 'google', przez biologię. Eee.. tzn dziś sprawdzę, ale jak wstanę za te 3 godziny ;| No więc dnia dzisiejszego czeka mnie niespodzianka na biologii.. Albo pytanie z całości materiału, albo kolos z całości materiału.. Jest w czym wybierać.. Aby do wieczora, do przyjazdu Tomcia.. Czy ja nie wspominałam, że mimo wszystko cieszę się na ten tydzień z nim? ;))

01:48, one_way
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 grudnia 2009
Bo rok to za mało..

Ostatnio jest mniej fajnie.. Wszystko przez to, że znów czuję się jak rok temu, kiedy to zaczęły mi się objawy związane z boreliozą. Nie będę opisywać objawów bo i po co.. Powiem tylko tyle- dobrze nie jest. Czuję się fatalnie, fizycznie i psychicznie zresztą już też. Minął rok od oficjalnego rozpoczęcia leczenia, czy to aby nie powinno wystarczyć? Odsuwam od siebie przemyślenia na ten temat ale chyba najwyższa pora zadać pytanie "I co teraz?".. Co teraz, do cholery?! Znowu to samo? Czy tego paskudztwa można się wogóle pozbyć? Owe krętki odebrały mi rok z mojego życia (licząc- b optymistycznie- okres samego leczenia), jeszcze im mało? Jestem na moich wymarzonych studiach, studiuję medycynę a nie mogę w pełni się temu poświęcić. To niesprawiedliwe.. Przecież ja mam dopiero 20 lat.. 20 lat i już tyle dolegliwości? Całe życie przede mną, dlaczego na starcie ktoś przyczepia mi ołowiane kule do nogi? Znowu pojawia się ten ogromny żal, z którym za cholerę nie mogę sobie poradzić. Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że z takiego dołu jeszcze można wyjść. Owszem, jest wyciągnięta w moim kierunku ręka, oczywiście T. ale ja nie dosięgam.. Ja po prostu chciałabym uczyć się i przejść przez te studia bez bagażu na plecach, który przygniata mnie do ziemi. Czy jest w tym coś dziwnego? Bo mi się wydaje, że nie. Jedyne co mogę jeszcze zrobić to prosić o siłę, wiadomo Kogo. Walczę, caly czas walczę... I może już wielce naiwnie chwilami wierzę, że to wszystko jeszcze jakoś się ułoży i właśnie te chwile każą mi nie poddawać się, jeszcze nie teraz. Chcę żyć pełnią życia, chce studiować coś, co mnie bardzo interesuje, iść za marzeniami, mieć dobre wyniki na studiach, kiedyś tam być dobrym lekarzem, a nie przeciętnym.. Wracam więc do książek (nic, że nic nie rozumiem i nie pamiętam, z tego co czytam), o ironio uczyć się o.. kleszczach.

15:24, one_way
Link Komentarze (1) »
niedziela, 25 października 2009
1 warstwa?? ;)

Lajtowo to u nas na UM nie jest.. Wiedziałam, że będzie ciężko, zdawało mi się że jestem na to przygotowana. Ale tego trzeba doświadczyć na własnej skórze. Dopiero po nauce godzina za godziną, zarwanych nockach żeby jakiś dr zwalił z nóg pytaniem, na które nikt nie zna odpowiedzi, dopiero wtedy wiem o co chodziło znajomym, kiedy mówili, że na medycynie to ciężko. Anatomia szybko leci, dużo nauki, ale... Ale mamy zwłoki! Jesteśmy w na tyle komfortowej sytuacji, że ciało to zbyt stare nie jest, nie zeschnięte - dużo na nim widać. No i nowiusieńkie! Czyli nie krojone w poprzednich latach przez studentów a potem pozszywane. Sami kroimi, oczyszczamy, aktualnie odsłaniamy mięśnie kończyny górnej + większe naczynia krwionośne. Biologia z parazytologią strasznie mnie irytuje, a u nas uwzięli się na ten przedmiot jak cholera. Toż chyba powinni wiedzieć, że my jeszcze anatomię mamy! ;) Na zaliczeniu w tamtym tygodniu, gdy zajrzałam do mikroskopu coby zobaczyć jaki preparat (1/3) mi się trafił do rozpoznania i opisania w I części - praktycznej, o mało nie krzyknęłam z radości. "Ślepia" Giardii lamblii to coś, o czym marzyłam ;D Później nie było już tak słodko, ale co tam..

 

Ostatnio usłyszałam historię z zajęć naszego dr od anatomii..

Doktor przy okazji omawiania ukl rozrodczego zadał zdawałoby się b proste pytanie studentce:

-Jaki nabłonek wyściela pochwę?

-..jednowartwowy płaski..

-Dziewczyno! To kto ci tak wytarł?! ;D

 

Tym jakże miłym akcentem kończę, pasożyty za mną juz na pewno b tęsknią.. ;)

 

13:32, one_way
Link Komentarze (4) »
sobota, 10 października 2009
Pierwszy tydzień

No. Tydzień minął. Nie jest źle ;) Zajęć dużo nie ma, ale przygotowanie do nich zajmuje 'ciut' więcej czasu.. Anatomia mnie sie podoba. Nie bardzo się orientuję jak to się stało, że po tygodniu jestem jakieś 500 stron Bochenka dalej, ale jest ok ;) Cała osteologia przerobiona, teraz zaliczenie praktyczne.. Na początku to ja miałam takiego stresa przed anatą że normalnie wymiotowałam pół dnia.. Tego jeszcze nie było... Nasz dr jest sympatyczny, mimo iż podobno najbardziej wymagający. Podpisuję się nogami i rękami, bo pyta na wyrywki głównie tych tajemniczych elementów na kościach, które w Bochenku są drobnym druczkiem a nawet zdażało się że w tej świętej księdze pierwszego roku nie było tych pierdół.. Pierwsze wrażenie było okropne, ale już się do niego przekonałam. Opisałabym tu jak owy dr wygląda, ale może jednak wypadałoby się powstrzymać.. Szacunek przede wszystkim :D Na biologii też fajnie, czuję się trochę jak w przedszkolu, to przez te kredki. Ludzie na roku też fajni. Cieszę się bardzo, że jestem na tych studiach. Uczę się tego, co mnie ciekawi, choć łatwo nie jest i nie będzie. AA! Zapomniała żem napisać że chyba w piątek mamy zwłoki! Z naszym dr podobno się b dużo preparuje :D Nie mogę się doczekać.. :))

23:23, one_way
Link Komentarze (2) »
środa, 30 września 2009
;))))

Zabawę czas zacząć. Niedługo wyjeżdżam z domu i już zostaje na stancji blisko UM. Przeżywam to okropnie :) Dzisiaj mam nawet spotkanie integracyjne z lekarskiego.. Mam nadzieję, że jakoś to będzie.. Dziekuję Wam bardzo za słowa otuchy :) Wam również życzę powodzenia ;)

10:38, one_way
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 września 2009
Klamka zapadła

Jakby to powiedzieć.. jestem na etapie szukania fartucha anatomicznego, chusty i że niby jakiegoś obuwia medycznego... Podjęłam decyzję, mam nadzieję że dobrą. Za kilka dni będę ostro kuć anatomię i te takie. Po podjęciu decyzji naprawdę mi ulżyło, dotorło do mnie że będę na upragnionej medycynie. Od razu po złożeniu dokumentów kupiłam Pituchową bo Bochenka nie mogłam nigdzie znaleźć (używanego). Ledwo przejrzałam tą knigę a pomyślałam "O cholera.. W co ja się wpakowałam.." ;)) Bochenka i reszte bedę mieć dopiero 29/30.. Tymczasem załatwiłam sobie stancję. Niezbyt piękny pokój, ale do UM 10 min piechotką. Ale ile nerwów się najadłam jak szukałam jakiegoś locum! Ludzie chcą zamknąć studentów w piwnicy, gdzie jest zimno, ciemno i śmierdzi 'stęchlizną'..  I to za niewiarygodnie wysokie ceny.. Przywieźli meble z wysypiska śmieci, postawili obok kotłowni i myślą, że za to będą mieli niczego sobie comiesięczne zastrzyki gotówki. W końcu trafiłam na mieszkanko, które dziadek wynajmuje studentom, mieszka tam jak narazie jego wnuczek, b sympatyczny. A ile ja się z tym dziadkiem nagadałam! Opowiadał mi co ma do zrobienia na wsi, o poprzednich lokatorach, o tym wnuczku.. Dobrze, że miałam 'parę' darmowych minut... W trzecim pokoju ma być studentka z I lub III roku z UM, więc myślę że będzie fajnie ;)) Póki co to wszystko mnie nieco przeraża, ale ufam że jakoś wytrwam. Ajjj.. pokój trza posprzątać.. a potem będzie czas na osteologię :)

17:23, one_way
Link Komentarze (2) »
środa, 02 września 2009
Mały wielki problem

Ja nie wiem czy wszyscy sie na mnie uwzieli, ze postanowili przekonywac mnie zebym wybrala wieczorowa medycyne..? Istnieje tez opcja, ze to dzialania mojej mamy czy cos... Najgorsze jest to, ze czuje, ze sie lamie.. Ja juz nie wiem co powinnam zrobic.. Ehh.. Poprawilo mnie sie na pare dni ale niestety nastapil efekt jo-jo i znowu czuje sie jak w depresji. Tymbardziej ze to moje wsparcie duchowe wspominane jeszcze na starym blogu i okreslane jako "T." cos nawala. Prawie 3,5 roku znajomosci i 3,5 roku czekania, az cos sie zmieni. A bo moze akurat przeprowadze sie i zniknie odwieczny problem- odleglosc, 200km. A jesli wybiore medycyne? Ile mozna czekac? Teraz "T." stwierdzil, ze to bez sensu, bo mu nie ufam. Nosz przykro mi bardzo, ze mam problemy z zaufaniem, zwlaszcza kiedy 'to bez sensu' slysze b czesto. Ostatnio jakies 2miesiace temu.. I tak na zmiane, jestem jego kotkiem i kims, z kogo probuje sie wyleczyc. Faceci to doprawdy dziwne stworzenia.. Najgorsze, ze czuje ze teraz trace cos b waznego i cennego. Nic to, trzeba sie zasilic bom glodna po calym dniu pracy.. :))

17:05, one_way
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 sierpnia 2009
Zmiany

Nadszedł czas na zmiany ;) Pierwszą oczywistą jest zmiana adresu bloga. Onet irytował mnie okropelnie, ale nie jestem pewna dlaczego..

Zmieniłam też swój sposób odżywiania :)) Moją drastyczną dietę zamieniłam na jeszcze bardziej drastyczną, a co! Teraz w najwiekszym skrócie nie tylko nie wchłaniam niczego co zawiera mąkę pszenną, cukier, ale także odstawiłam mięso, mleko i sól. Jeszcze te 9 miesięcy wstecz pochłaniałam niewyobrażalne ilości słodyczy a teraz o dziwo na próbie zgrzeszenia wyrzucam cukierka po spróbowaniu bo za słodki.. Także cukier nie stanowi problemu, mięsa nigdy nie lubiłam, najgorzej z mlekiem, bo uwielbiam.. A! Jeszcze wykluczyłam wszystkie tłuszcze oprócz oleju lnianego :)) Nowe zasady wzdrożyłam w życie kilka dni temu a już czuję poprawę, to niewiarygodne! :D Czuję się o wiele lepiej, fizycznie jak i psychicznie.

 

Poprawa stanu psychicznego ciągnie za sobą kolejne zmiany. Zrobiłam przemeblowanie pokoju, nic sie w nim nie zmieniło od ponad 2 miesięcy, to było b dziwne ;)) Zajmę się swoją drugą pasją, zaraz po medycynie- sztuką szeroko pojętą. Moje zestawy ołówków, węgli, pędzęlków aż proszą się żeby wyjąć je z ciemnych zakątków szafek... Poza tym dawno nie jeździłam konno.. A najważniejsza sprawa- jutro jadę do wolontariatów, poszukałam w internecie i znalazłam parę, których forma pomocy mnie interesuje. Zawsze chciałam dołączyć do takich ludzi, ale zawsze brakowało czasu..

Jak widać dużo tego.. Ale codziennie po pracy, czyli od godz ok 17 mam czas wolny, dlaczego więc nie wykorzystać go na coś, co sprawia mi przyjemność?? Muszę być w dobrej kondycji, w końcu już niedługo zaczyna się moja walka o marzenia! Już niedługo zamienię wszystkie książki o tematyce dowolnej na książki o tematyce ściśle biologicznej, chemicznej czy fizycznej (?). A szkoda, bo uwielbiam czytać książki a najbardziej kilka jednocześnie, 4-5.

 

Jak dobrze znowu poczuć, że odzyskuję siły.. Zwłaszcza po tak długim okresie bierności i pesymizmu..

12:03, one_way
Link Komentarze (1) »